Lectura: „Innowacja i tradycja. Henryk Brunsberg i późnogotycka architektura ceglana Pomorza i Brandenburgii” — red. M. Gierke

Franz Kugler, pionier badań nad sztuką Pomorza, we wstępie do pierwszej syntezy tego zagadnienia napisał: „Kiedy słyszano o sztuce Pomorza! (…) Wśród milionów nazwisk artystów, które zawiera wielki Künstler-Lexicon Füßlera, obecny jest tylko jeden Pomorzanin – architekt Henryk Brunsberg ze Szczecina, którego nazwisko znane jest akurat tylko dlatego, że budował poza swoją ojczyzną – w Brandenburgii” (F. Kugler, Pommersche Kunstgeschichte, 1853, s. 753).

Innowacja i tradycja. Henryk Brunsberg i późnogotycka architektura ceglana Pomorza i Brandenburgii

Cytat z Kuglera ukazuje, że to właśnie monumentalne działa dekoracyjnej ceglanej architektury, szczególnie tej tworzonej przez Henryka Brunsberga, były w XIX wieku i są nadal jedną z bardziej charakterystycznych cech sztuki Pomorza.

Mistrz Henryk urodził się ok. 1350 r. na terenie Prus Książęcych, a zmarł po 1428 r. najprawdopodobniej w Szczecinie. Jego styl charakteryzował się używaniem w budownictwie bogato profilowanych kształtek, filigranowych maswerków, ozdobnych szczytów z palonej cegły oraz glazury. Szkoła mistrza Henryka bardzo silnie wpływała na budownictwo sakralne na terenie Wielkopolski, a nawet Śląska.

Od 23 maja 2015 r. w budynku Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu można oglądać nową wystawę pt. „Innowacja i tradycja – Henryk Brunsberg i późnogotycka architektura ceglana na Pomorzu i w Marchii Brandenburskiej”. Wystawa posterowa składająca się z 24 plansz poświęcona jest osobie mistrza Henryka, wybitnego architekta i budowniczego działającego na terenie Pomorza i Marchii Brandenburskiej.

Oprócz ciekawej wystawy Brunsbergowi poświęcony jest również II tom „Biblioteki Rocznika Chojeńskiego” od redakcją Michała Gierkego. W publikacji zawarto kilka wyjątkowo interesujących artykułów na temat architektury i historii Pomorza w XIV i XV wieku.

Barbara Ochendowska-Grzelak przybliża dzieje Księstwa Pomorskiego we wspomnianym okresie. Zauważa, że brak silnego ośrodka władzy państwowej wpłynął znacząco na życie artystyczne Pomorza w omawianym okresie. Brakowało stałego centrum artystycznego, związanego z dworem książęcym Gryfitów.

Wolfgang Ribbe opisuje Brandenburgię w późnym średniowieczu. Analizuje panowanie Askańczyków i Wittelsbachów i ich wpływ na procesy rozwoje państwa.

Kolejny rozdział charakteryzuje gotyk ceglany na pobrzeżu Bałtyku w XIV i XV wieku. Autor – Ernst Badstübner przybliża w nim tendencje i nurty u progu wczesnego renesansu. Zauważa, że w czasach działalności Brunsberga rozwój gotyckiej architektury ceglanej osiągnął swą późną fazę. Był to okres rozkwitu halowych chórów obejściowych, stanowiących rozwiązanie o raczej już nowożytnym, a nie średniowiecznym, charakterze przestrzennym.

Na południowym pobrzeżu Bałtyku i terenach z nim graniczących z nazwiskiem Brunsberga łączony jest specyficzny styl w architekturze wczesnego XV wieku. Na obszarach usytuowanych na północ od Alp cegła służyła jako budulec już od drugiej połowy XII wieku, choć jeszcze nie tak często jak później, w czasach gotyku. Jej rolę autor szczegółowo zakreśla w obszernym artykule.

Co odróżnia warsztat Brunsberga od innych mistrzów to szczególne dekoracje, którymi wpisał się w epokę. Na przełomie XIV i XV wieku – zarówno w architekturze świeckiej jak i sakralnej – pojawił się jednak w miastach zaskakujący pęd do dekoracyjności, powiązany z zamiłowaniem do ozdobnych szczytów. Nowością na obszarze gotyku ceglanego pomiędzy Wisłą a Łabą był przy tym detal architektoniczny z glazurowanej terakoty o archaicznych formach, których korzenie sięgały około 100 lat wstecz i nawiązywały do francuskiego stylu promienistego: wypełnione maswerkiem wimpergi z żabkami, wsparte na profilowanych, przypominających służki listwach i pełniące częściowo funkcję baldachimów, a także wielolistne maswerki w ostrołukowych blendach lub wysokich szczytach ozdobnych. Dekorowane w ten sposób budowle łączy się z Henrykiem Brunsbergiem ze Szczecina, wzmiankowanym w 1401 roku w inskrypcji na brandenburskim kościele św. Katarzyny.

Kościoły łączone z warsztatem Brunsberga zdobią niemal identyczne dekoracje, które umieszczono na ścianach zewnętrznych w miejscach, gdzie zwykle przed lico muru wysunięte są skarpy. Bogato ukształtowane lizeny składają się ze stosowanych zamiennie nieglazurowanych lub pokrytych zielenią i czarną glazurą kształtek oraz zwykłych cegieł, a swą malowniczością przewodzą na myśl włoskie inkrustacje doby wczesnego renesansu.

O samym tajemniczym Brunsbergu (którego życiorys w dużej mierze opiera się na domysłach i poszlakach) jak i architekturze obiektów przypisywanych do jego warsztatu w przystępny sposób dowiemy się z kolejnego rozdziału pt. „Mistrz budowlany Henryk Brunsberg – architektura ceglana końca XIV wieku pomiędzy tradycją a innowacją” Dirka Schumanna. W curriculum vitae architekta pozostaje wiele miejsca do spekulacji. Np. do końca nie wiemy ze źródeł czy Henryk był mistrzem budowlanym czy raczej „przedsiębiorcą”, który wraz ze stałą grupą ceglarzy nadzorował równocześnie kilka projektów.

Jarosław Jarzewicz w końcowej części publikacji przybliża nam budowę Kościoła Mariackiego w Stargardzie Szczecińskim. Jeszcze dziś stanowi on główny akcent panoramy Stargardu. Jest on nie tylko symbolem miasta ale też jednym z symboli Pomorza. Jego znaczenie nie ogranicza się jednak do zasięgu regionalnego – oryginalność koncepcji, wybitna jakość artystyczna oraz szerokie oddziaływanie stanowią o jego ogólnoeuropejskiej randze, do czego przyczynił się oczywiście warsztat Brunsberga.

Książkę wieńczy katalog Dirka Schumanna. Zawiera budowle Księstwa Pomorskiego i Brandenburgii, które łączono z działalnością Henryka Brunsberga. Znajdują się one w Tangermünde, Brandenburg an der Havel, Prenzlau, Gartzu, Szczecinie, Stargardzie Szczecińskim i Chojnie. Syntetyczne opisy oraz wysokiej jakości zdjęcia to główny atut bogatego zbioru.

Książkę zamyka słowniczek terminologiczny, wybrana literatura i informacja o autorach.

Znakomicie wydana publikacja stanowi bardzo cenne źródło do jednego z najważniejszych twórców północnej Europy, którego wpływ odbił się na dziesiątkach innych obiektów i warsztatów ery architektury ceglanej.

Nie bez przesady można rzecz, że Pomorze i Brandenburgia zyskała na początku XV wieku twórcę na miarę geniuszy renesansu. Dla zainteresowanych architekturą gotycką jest to lektura obowiązkowa.

Tytuł: Innowacja i tradycja. Henryk Brunsberg i późnogotycka architektura ceglana Pomorza i Brandenburgii
Redakcja: Michał Gierke
Wydanie: 2015
Wydawca: Stowarzyszenie Historyczno-Kulturalne „Terra Incognita” w Chojnie, Deutsches Kulturforum östliches Europa e.V.
ISBN: 978-83-940636-4-1
Stron: 143
Oprawa: miękka
Cena: 30 zł

Lectura: Gotycka architektura murowana w Polsce — A. Grzybkowski

Mimo że ominęła nas w Polsce faza gotyku katedralnego i nie mamy obiektów na miarę Saint Chapelle czy krużganków w katedrze w Gloucester, prof. Andrzej Grzybkowski udowadnia, że nie mamy się czego wstydzić. To przecież w Polsce jest największy ceglany kościół halowy na świecie czy unikatowy w skali europejskiej, olbrzymi, wyryty w tynku plan sklepienia kościoła w skali 1:1! Więcej arcyciekawych przykładów poznamy w jego najnowszej książce.

Andrzej Grzybkowski (ur. w 1935 r. w Poznaniu) to emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Przez dwadzieścia lat prowadził wykłady w Instytucie Historii Sztuki i pięć lat w Instytucie Archeologii. Specjalizuje się w historii sztuki średniowiecznej oraz historii architektury. Z najważniejszych publikacji w języku polskim należy wymienić m.in.: Wczesnogotycki kościół i klasztor dominikanów w Sieradzu (Warszawa 1979), Średniowieczne kaplice zamkowe Piastów Śląskich (XII-XIV wiek) (Warszawa 1990), Między formą a znaczeniem. Studia z ikonografii architektury i rzeźby gotyckiej (Warszawa 1997). Jest autorem także kilkudziesięciu recenzji i artykułów, w tym w czasopismach niemieckich i włoskich. Jest także redaktorem naczelnym „Rocznika Historii Sztuki” i wiceprzewodniczącym Komitetu Nauk o Sztuce Polskiej Akademii Nauk.

Gotycka architektura murowana w Polsce

Jego Gotycka architektura murowana w Polsce to nowoczesny podręcznik akademicki, który przypadnie do gustu nie tylko historykom sztuki, ale także każdemu miłośnikowi dawnej architektury. Należy zaznaczyć, że zakres terytorialny pracy uwzględnia zmienne granice Polski. W okresie panowania gotyku odpadł Śląsk i Pomorze, zaanektowano Ruś Czerwoną, a w 1466 r. wcielono do Korony znaczną część Państwa Krzyżackiego (uwzględnioną mimo autonomicznej ewolucji jego sztuki i niezależności od kultury polskiej). Do tego dochodzi Wielkie Księstwo Litewskie pozostające w długotrwałym procesie wzajemnego zbliżenia kulturowego z Koroną oraz lenna, np. Mazowsze. Dlatego nie da się ustalić żadnych kryteriów terytorialnych, które spełniałyby warunek historyczności, a jednocześnie nie przerywały ciągłości procesu historyczno-artystycznego.

Jak autor zaznacza we wstępie, architekturę gotycką analizuje z punktu widzenia charakteru dzielnicowego. Granice regionalne mogły być ważniejsze od państwowych, a dla kształtowania sztuki, np. Śląska, ważniejsze było sąsiedztwo Czech i Moraw, Łużyc, niż Małopolski. Wielkopolska w późnym XIV wieku korzystała ze wzorów pomorsko-brandenburskich, wcześniej śląskich, przy słabych relacjach małopolskich. Mazowsze, lenno Korony, nie korzystało z dorobku sąsiedniej Małopolski. Dlatego też, stosownie do zmian granic politycznych państwa, autor prowadzi narrację jednostkami dzielnicowo-chronologicznymi lub ją porzuca. Zamiast układu chronologicznego materiał został ułożony w seriach, czasami – zamiast spójnej historii architektury – rozpada się na toki równoległe lub skupione wokół poszczególnych problemów i zjawisk.

Prof. Grzybkowski zaznacza odrębność architektury gotyckiej na terytorium Królestwa Polskiego od modelu zachodniego. Przypomina, że w Polsce nie było fazy włączenia do budowli późnoromańskich poszczególnych elementów gotyckich z terenów Francji: ostrołuków, filarów przyporowych i maswerków. Jak również, odmiennie niż w Niemczech budowniczowie pracujący w Polsce nie uczyli się, ani nie pracowali uprzednio we Francji. Wykształcony w tym kraju nowy program artystyczny nie dotarł do Polski w głównej postaci katedralnej. Paradoksem historii jest, że zwiastunem i synonimem nowego sposobu budowania stała się architektura cystersów, programowo kontestujących oszałamiające bogactwo północnofrancuskiego gotyku katedralnego. Z kolei nieobecność gotyku katedralnego i bardzo słabe nasycenie kraju architekturą o cechach gotyckich czyniły dominikanów i franciszkanów mimowolnymi propagatorami nowego stylu.

Zaczynając od cystersów w Małopolsce i na Śląsku, a kończąc na postgotyku, autor w tytanicznej pracy wspomina o ponad trzystu obiektach architektonicznych. Przeważa architektura sakralna, ale nie brak też zamków i architektury municypalnej: kamienic, ratuszy, sukiennic itp.

Nie wszystkie opisuje równie dokładnie i szczegółowo, niektóre są ledwie zarysowane, ale nie brakuje tu prawdziwych pereł średniowiecznych, np. fary w Szydłowcu, w której na północnej ścianie nawy wyryto w tynku olbrzymi (12,70 x 8,48 m) rysunek projektu sklepienia w skali 1:1. Jest to jedyny tego rodzaju zabytek w Polsce, również w skali europejskiej!

Grzybkowski polemizuje w podręczniku z historykami sztuki, odrzucając dawne teorie, np. o kościołach „ekspiacyjnych„ Kazimierza Wielkiego. Według Jana Długosza budowa kilku najbardziej reprezentacyjnych kościołów z patronatu Kazimierza Wielkiego – w Wiślicy, Sandomierzu, Stopnicy, Szydłowie, Zagości i Kargowie – miała być ekspiacją za udział króla w zamordowaniu wikarego katedralnego Marcina Baryczki (1349), ale wiele przemawia przeciw temu. Skoncentrowanie akcji budowy świątyń w drugiej połowie panowania (1350-1370), a zatem po śmierci duchownego, jest zrozumiałe – gospodarny i trzeźwy monarcha najpierw zajął się architekturą obronną i świecką, tym bardziej, że po doświadczeniach wojen krzyżackich w latach 1329 i 1331 grody okazały się przestarzałe (domniemane kościoły ”ekspiacyjne”, bogate w rzeźbę – zwłaszcza heraldyczną – nie tylko w niczym nie sugerują pokutniczej genezy, ale przeciwnie, przedstawiają program państwowy, polityczny).

Książka zawiera 171 czarno-białych zdjęć i schematów oraz indeks nazw geograficznych i omawianych obiektów architektonicznych.

Podręcznik ten praktycznie nie zawiera znaczących wad i z przyjemnością wystawiam mu wysokie noty. Pewne zastrzeżenia można mieć jedynie do zdjęć – niektóre są zbyt ciemne, małe i niewyraźne. Nie zawsze oddają też piękno danego obiektu. Jednak z uwagi na koszty, ciężko wymagać prawie 200 kolorowych, dużych rozmiarów zdjęć zdjęć.

Praca A. Grzybkowskiego stanowi promyk nadziei, że pisanie o średniowiecznej architekturze może być fascynującą przygodą intelektualną.

Lectura: Historia seksu — R. Tannahill

„A wy, szlachetny panie, z jakąż to białogłową chcielibyście mieć do czynienia, z taką, o której źle powiadają, a cnotką się okazuje, czy raczej z taką, której cnoty chwalą, a nie wiedzą, że swawolna to bestyjka?” Skomplikowane to pytanie, a prawidłowa nań odpowiedź w czternastowiecznej Francji brzmiała: „Wolę taką, co nieposzlakowaną ma opinię, ale diabła za skórą” (Guillaume de Machaut, Le Livre du Voir-Dit).

Historia seksu — R. Tannahill

Reay Tannahill (ur. 1929 – zm. 2007) była poczytną szkocką historyczką i powieściopisarką. Na University of Glasgow ukończyła historię i socjologię. Napisała kilka książek beletrystycznych i historycznych. Znana jest przede wszystkim jako autorka dwóch bestsellerów: Historia jedzenia (Food in History 1973) i Historia seksu (Sex in History 1980, pierwsze polskie wydanie Historii seksu: Warszawa 2001, Wydawnictwo Książka i Wiedza).

Nowe wydanie opracowane przez wydawnictwo Aletheia Historii seksu od czasów prehistorycznych do epoki AIDS i rewolucji feministycznej ukazuje nam ewolucję najbardziej pożądanej sfery aktywności ludzkiej. Zamiarem autorki było przedstawienie właściwego człowiekowi popędu płciowego oraz jego społecznych i moralnych konsekwencji w szerokim ujęciu historycznym, obejmującym rozmaitość podstaw, obyczajów i praktyk seksualnych w wielkich systemach cywilizacyjno-kulturowych (na szczególną uwagę zasługuje rozdział o praktykach przedkolumbijskich Ameryk!) od zarania dziejów po dzień dzisiejszy.

Przez cały ciąg narracyjny zmagamy się z walką damsko-męską, którą początkowo wygrywały panie. Jeśli kiedykolwiek w dziejach i pradziejach naszego gatunku Opatrzność miała cechy kobiece, to chyba tylko w neolicie, gdy mężczyzna jeszcze się nie zachwycił samym sobą, i gdy kobietę postrzegano jako jedyną nosicielkę życia i gdy odgrywała ona pierwszorzędną rolę w systemie gospodarczym, będąc jedyną specjalistką od uprawy ziemi. W czasach rzymskich idea Wielkiej Bogini straciła jakiekolwiek znaczenie, zmieniły się bowiem społeczne funkcje religii. Z jednej strony została ona wmontowana w system władzy, z drugiej – wierzeniami kupczono jak nigdy wcześniej. Rozmaite kulty mnożyły się jak grzyby po deszczu, wyrażając upodobanie, pragnienia i frustracje zainteresowanych. Kapłani, jak dzisiejsi właściciele nocnych klubów, byli gotowi odpowiedzieć na każde zlecenie. Dziś, gdy jest takie zapotrzebowanie, najmuje się striptizerki, w tamtych czasach tworzono stosowne kulty damskich bóstw.

Autorka porusza wszelkie obszary życia związane z tytułem dzieła, np. płodność i rozród. W najdawniejszych społeczeństwach mających obsesję na punkcie męskich potomków problem zapłodnienia traktowano ze szczególną uwagą. Cztery tysiące lat temu testy ciążowe były równie popularne jak dziś, choć niekoniecznie równie skuteczne. Jedna z prób zalecanych starożytnym medykom polegała na tym, że przygotowywano dwa woreczki ziarna, z pszenicą i jęczmieniem, które kobieta miała codziennie „zraszać własną wodą (…) i jeśli ziarno w obu workach zacznie kiełkować, to znak, że urodzi, jeśli nie, to dziecka nie będzie„. Za pomocą tej metody można było określić także płeć dziecka. Jeśli pierwsza kiełkowała pszenica, w drodze był syn, jeśli jęczmień – córka (pszenicę ceniono znacznie wyżej niż jęczmień). W Mezopotamii uważano, że „krosty na czole matki to znak, iż nosi w sobie syna”. Posiadano także „gwarantowany” test na stwierdzenie, czy kobieta jest płodna. W tym celu należało ”pokruszyć arbuz i rozmieszać w mleko kobiety, która urodziła syna i podawać pacjentce. Jeśli po przyjęciu miksty zwymiotuje, będzie rodzić, jeśli tylko beknie, to nigdy nie zajdzie w ciążę”.

Problem antykoncepcji również został wzięty pod lupę. W tym przodowali już starożytni Egipcjanie. Uznali oni, że najważniejsze jest niedopuszczenie ejakulatu do macicy, stosowali więc dwie metody: jedna polegała na zatrzymaniu go w pochwie za pomocą wsiąkliwej tkaniny, druga – na zablokowaniu szyjki macicy. Z lektury przepisów zawartych w materiałach źródłowych nie zawsze jasno wynika, którą z dwu metod autor zaleca. Nie da się także poprawnie zidentyfikować wszystkich składników konkretnych środków antykoncepcyjnych. W papirusie z Kahun, w którym znajdujemy najstarsze ze znanych receptur, zaleca się mieszaninę krokodylego łajna i pasty (kremu?) o nazwie ayut. Czym był ayut – nie wiemy, wiemy tylko, że miksturę należało wsunąć w głąb pochwy jak tampon. Zalecano także mieszaninę miodu z sodą amoniakalną (węglanem sodu) oraz gumę ayut. Łatwo sobie wyobrazić, jaką to musiało rozsiewać woń!

Samozaspokojenie także zajmuje jeden z podrozdziałów. Grecy nie widzieli w masturbacji nic zdrożnego, postrzegali ją raczej jako wentyl bezpieczeństwa. W literaturze z epoki, zwłaszcza w komediach attyckich, znajdujemy sporo wzmianek o praktykach onanistycznych, głównie mężczyzn, co dowodzi, że autorzy przed III wiekiem p.n.e. niewiele wiedzieli o tym co kobiety robią w zaciszu swojej sypialni. To zaś, co robiły, walnie przyczyniło się do rozkwitu miasta o nazwie Milet. Ów bogaty ośrodek handlowy w Azji Mniejszej był największym w ówczesnym świecie centrum produkcji wielce poręcznego instrumentu, zwanego przez Greków olisbos, co we współczesnej angielszczyźnie przekłada się na dildo, czyli – według uczonej definicji – „substytut membrum virile”, a w przekładzie na język powszechnie zrozumiały oznacza sztuczny członek. Wyrabiano go z drewna bądź wypchanej skóry, a przed użyciem obficie namaszczano oliwą z oliwek.

Autorka porusza tak wiele kwestii, że trudno byłoby znaleźć obszary do których się nie odnosi. Mamy nierząd, pederastię, historię urody, seks a celibat, miłość dworską, europejską podwójną moralność, daleki Wschód, prekolumbijskie Ameryki i setki innych spraw, które wzajemnie się łączą i uzupełniają. Nie brakuje tu także ciekawostek, dziś brzmiących nieco komicznie, np. jeszcze w XIX wieku w Europie lekarze uważali, że od dotknięcia kobiety w czasie menstruacji psuje się szynka.

Książka zawiera 20 czarnobiałych zdjęć i rysunków obrazujących temat. Przypisy i źródła oraz rozbudowaną bibliografię znajdziemy na końcu pracy.

Reay Tannahill na kilkuset stronach opisała lekką narracją historię seksu jako takiego, a zarazem historię stosunków obu płci i wpływy seksu oraz seksualności na rozwój gatunku ludzkiego. Cel ambitny i wzorowo spełniony.

Lectura: Jaworowi ludzie

Jaworowi ludzie Rzecz o czasach Bolka II świdnickiego” to powieść historyczna, ale nie tylko…to również podróż śladami średniowiecznego dziedzictwa Dolnego Śląska.

Joanna Żak-Bucholc – absolwentka filologii polskiej i antropologii kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego – zabiera nas w niezwykłą podróż na Dolny Śląsk w czasy panowania Bolka II świdnickiego. Na przestrzeni ponad dwudziestu lat, podczas których toczy się powieść, śledzimy losy najważniejszych rodów śląskiego rycerstwa: Wirbna, Bolcze, Baruth, Hund, Betshau, Bock, Czirn, Ronau, Sachenkirche, Schaff, Siedlicz, Swyn, Zedlicz. Głównymi bohaterami są dwaj młodzi przedstawiciele rodów: Nickel von Bolcze oraz Konrad Czirn, pasowani na rycerzy przez Bolka II podczas wojny o Śląsk, niegdyś przyjaciele, potem rywale o serce Mary von Wirbna. A w tle przemiany polityczne i gospodarcze na tym strategicznie ważnym regionie – piastowskim Śląsku, niemal w całości zagarniętym przez czeskich Luksemburgów. Jedynie księstwo świdnicko-jaworskie księcia Bolka wciąż utrzymuje niezależność i stara się ją zachować, mimo otoczenia przez potężnych sąsiadów. Nasi bohaterowie odegrają w tym ważną rolę.

Fot. Para pod drzewem miłości, w koronie drzewa pelikan karmiący młode – symbol poświęcenia i ofiary Chrystusa. Wizerunek wzorowany na autentycznym amulecie miłosnym z połowy XIV w. znalezionym w Nysie.

Jest to także opowieść o mentalności i religii ludzi żyjących prawie siedem wieków temu. To na bogatym Śląsku wraz z kupcami przemierzającymi szlaki pierwsze pojawiają się nowe pomysły, rozwój technologiczny, ale również niebezpieczne dla Kościoła myśli i idee. Pochodzące z Prowansji zakazane księgi, dziedzictwo zgładzonych katarów i templariuszy staną się powodem do najgorszych mordów. Co ukrywają śląskie rody? Kto jest prawowierny, a kto ukrywa heretyków? Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem?

Gęsta fabuła, wielowątkowość i ogrom wiadomości na temat zapomnianego śląskiego „tygla” to niewątpliwy atut książki. Momentami nie jest to powieść łatwa w odbiorze, ale dzięki mapkom i spisowi rodów możemy się odnaleźć w tym gąszczu postaci i miejsc. Po jej przeczytaniu chyba każdy inaczej spojrzy na śląskie zamki, miasteczka, góry i rzeki, które są swoistymi bohaterami – pomnikami historii. A także poczuje tajemniczość i urok tych niegdyś wieloetnicznych ziem. Autorka przywraca do życia zapomnianych ludzi epoki, miejsca, jak również ukazuje dawny sposób życia – przenosi nas na dwory książęce, do beginaży, komturii zakonów rycerskich i komnat zamkowych. Przez wyprawą na Dolny Śląsk jest to pozycja obowiązkowa!


Jesteśmy online!

The principle of the Gothic architecture is infinity made imaginable.
Samuel Taylor Coleridge

No to zaczynamy naszą karierę w blogosferze. Zamieszczać będziemy tu głównie dłuższe teksty, recenzje, reportaże, wywiady, które na naszym facebookowym fanpage’u szybko giną lub są nieczytelne z uwagi na rozmiar. Wszelkie zdjęcia i teksty (jeśli nie jest zaznaczone inaczej) są naszego autorstwa.


Bazylika archikatedralna w Gdańsku-Oliwie